Dziś recenzja tuszu, na który skusiłam się zaledwie kilka dni temu. Nie było mojego ulubionego różowego Golden Rose, pani zachwalała, że po ten tusz klientki wracają.. Dodatkowo szczoteczka wyglądała przyjaźnie. Lubię mieć mocno podkreślone rzęsy, to mój priorytet jeśli chodzi o makijaż. Moje rzęsy nie są specjalnie długie, czy gęste, ale z większością tuszy współpracują bardzo dobrze.
Obietnice producenta:
Rzęsy takie, że WOW! Szczoteczka dozująca tusz wykona za Ciebie trudną `czarną robotę`.
Zamiast bez końca stać przed lustrem i z jubilerską precyzją stylizować
swoje rzęsy - obierz dobry kurs i sięgnij po nową mascarę marki Bell.
Otul rzęsy superpogrubiającą formułą WOW! dającą efekt oszałamiającej,
gęstej firany. Zwróć uwagę na naturalne woski zawarte w formule maskary,
które zapewnią Twoim rzęsom giętkość i elastyczność. Dozuj tusz
specjalnie zaprojektowaną szczoteczką skutecznie eliminującą
nieestetyczne grudki kosmetyku oraz precyzyjnie rozczesującą Twoje
rzęsy.
Pierwsze, co zaczęło mnie denerwować już podczas pierwszego użycia- opakowanie, nalepki, które koszmarnie brudzą dłonie! Czarne napisy rozmazują się, co zresztą bardzo dobrze widać na załączonym obrazku. Przystąpiłam do malowania, zawsze podkręcam rzęsy zalotką, macham tą szczoteczką, macham, a tuszu jakby na nich nie było.. W końcu, podejrzewam, że od nadmiaru tuszu zaczęły się paskudnie sklejać. Pomyślałam, że potrzeba mi odrobiny wprawy po prostu. Następna próba jednak zakończyła się podobnym "sukcesem" rzęsy bardzo słabo podkreślone, za to z wielką tendencją do sklejania się w jedną dużą rzęsę. Tusz jest bardzo rzadki, a pomimo tego, po 2-3 godzinach znika z rzęs.. Może fanki BARDZO naturalnego wyglądu będą z niego zadowolone, ja go już więcej nie tknę. Nawet nie ma co pokazywać efektów jego działania, są tak znikome.. Z pewnością nie jest to żadna szalona objętość ;).
Cena: 11,50 zł.
Naprawdę nie polecam tego tuszu. Zresztą, to już drugi tusz firmy Bell, który mi nie pasuje. Raczej nie kupię więcej żadnego na próbę, skutecznie się zniechęciłam.
A Wy używałyście juz tuszy do rzęs firmy Bell?
Udało mi się wygrać rozdanie na blogu Smykusmyka, wczoraj, po małej przygodzie z Pocztą Polską udało mi się odebrać paczkę. Przybyły do mnie 2 babeczki (czekoladowa i szarlotkowa) i 2 motylki do ciała(pomarańczowo-waniliowy oraz lawendowo-cytrynowy), 2 balsamy do ust (czekoladowy i miodowy) oraz kuleczki do kąpieli o zapachu kawy.
Jestem absolutnie oczarowana babeczką szarlotkową! Może zapach nie przypomina mi szarlotki :D ale jest bardzo świąteczny, już w myślach ubieram choinkę i pakuje prezenty. Coś cudownego nie mogę przestać wąchać :D Dzięki temu zapachowi nie będę miała chyba już problemów z pamiętaniem o wieczornym balsamowaniu ciała :).
Nienawidzę, nie lubię, nie cierpię jak napisy na opakowaniu brudzą dłonie! :/
OdpowiedzUsuńa coz za problemy sprawila Ci poczta?
OdpowiedzUsuńtusz z tego co czytam beznadziejny, ja musze miec mocny efekt...
paczka tydzień leżała na poczcie, bo zapomniano zostawić mi awizo, podobno było zostawione dwa razy, ale jakoś na oczy nie widziałam..
UsuńCzyli nie dla mnie :(
OdpowiedzUsuń+ świetna paczuszka ! :)
Ja mam tusz z bell ten różowy już drugi, o ile pierwszy był świetny to drugi dopiero po paru użyciach dał się jakoś nakładać. Sprawdziłam jeszcze ten zielony (BOMB)- taki sobie wole różowy xP
OdpowiedzUsuńMożesz spróbować zostawić otwarty tusz na ciepłym kaloryferze na noc - nadmiar wody powinien odparować, może tusz zgęstnieje.
OdpowiedzUsuńpróbowałam, niestety nic nie dało to. :(
UsuńNie znoszę, gdy napisy na opakowaniu brudzą moje dłonie...
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Blog :)
OdpowiedzUsuńzostałaś otagowana na moim blogu :)
OdpowiedzUsuńteż więcej nie kupię tuszu z bell. miałam trzy. nie pamiętam nazw ale każdy miał mocno pogrubić... miał... więcej nie dam im szansy.
OdpowiedzUsuń