Witajcie!
Jako, że to głównie uczelnia spowodowała zanik mojej
obecności, stwierdziłam, że dobrym
tematem na początek będzie opis trzeciego semestru na moim kierunku. Być może
powinna się pojawić notka na temat organizacji czasu, bo nieumiejętność rozplanowania
sobie obowiązków jest drugim powodem dlaczego nie miałam na nic czasu, ale … ;)
Niemniej, mamy 3 tydzień nowego semestru, na brak zajęć narzekać nie mogę, ale
wbiłam się już w nowy rytm zajęć i oto jestem!
Przedmioty, jakie
realizowaliśmy w tym semestrze:
1. Chemia pierwiastków i ich związków- przedmiot,
po którym sądząc po opisie w systemie USOS spodziewałam się zupełnie czegoś
innego. W rzeczywistości okazał się być chemią nieorganiczną, a raczej jej
podstawami. Ogromny plus należy się dla wykładowcy, który mimo godziny 8.00
rano w poniedziałek potrafił sprawić, że spora część roku pojawiała się na
wykładzie i to nie tylko z powodu kolokwium. ;) Zaliczenie wykładu odbywało się
nie w formie egzaminu, a na podstawie wyników czterech kolokwiów + napisanie pracy. Nie oznacza to
wcale, że uzbierać punkty na trójkę było bardzo łatwo. ;) Przedmiot, moim
zdaniem, ciekawy, poszerzający horyzonty chemiczne. Nieco żałuję, że nie mamy w
planie studiów większej ilości chemii nieorganicznej. Fakt faktem, chemia kosmetyczna jest dosyć
zdominowana przez związki organiczne, ale nie tylko one stanowią komponenty
kosmetyków i dobrze byłoby wiedzieć, jak
wypadają na ich tle związki nieorganiczne.
Odbyliśmy 30 godzin wykładu.
2.
Od poznawania wszelkich składników kosmetyków
był kolejny przedmiot- surowce kosmetyczne. Właściwie to nasz pierwszy przedmiot kosmetyczny. O ile chodzi o laboratoria, to były one
najprzyjemniejszymi zajęciami w całym semestrze. Wyodrębnialiśmy takie składniki jak tirmirystyna z gałki
muszkatołowej, ergosterol z drożdży, olej kokosowy z wiórek, aldehyd
cynamonowy z mielonego cynamonu czy
limonen ze skórki pomarańczowej. Wprawiliśmy się jeszcze bardziej z technikami
pracy poznanymi w zeszłym semestrze na chemii organicznej, czyli m.in. różnymi
rodzajami destylacji, ekstrakcji, czy krystalizacją. Po wykonaniu dokonywaliśmy analiz, na podstawie których można było określić czystość
sporządzonego przez nas preparatu. Te 90 godzin sprawiło, że trochę pewniej czuję
się w laboratorium. Na końcową ocenę składały się punkty za
wykonanie (stracić można było je na przykład za złe podłączenie
aparatury, zbicie szkła) i sprawozdania w dzienniku laboratoryjnym oraz dwa kolokwia. W
laboratorium spędziliśmy 90 godzin.
Wykład, 30 godzin. Podejrzewam, że gdybyśmy chcieli poznać
wszystkie surowce kosmetyczne to wykład
musiałby trwać nie 30 godzin, a 90. Niemniej, informacji do nauki było sporo. Dla
mnie zdecydowanie najgorszym działem były związki zapachowe i to nad nimi
przesiedziałam najwięcej czasu przygotowując się do egzaminu. Nie wiem
dlaczego, ale strasznie nie chciało mi to wejść do głowy, ani ułożyć się w logiczną całość. Być może przez chaos panujący w notatkach ;). Za to bardzo przyjemny był dla mnie dział na temat kwasów
karboksylowych i środków powierzchniowo czynnych. Poza tym, szerzej
poznaliśmy substancje stosowane jako konserwanty, przeciwutleniacze i szereg
innych związków stosowanych w kosmetykach. Przedmiot zdecydowanie potrzebny na
naszym kierunku, ale wykład niekoniecznie był ciekawy.
3. Chemia fizyczna- przedmiot którym straszono mnie
już od pierwszego semestru studiów. Miał być to
nasz pogrom, a jak przyszło co do czego to chyba więcej osób nie zdało
biochemii. ;) Ilość i długość wyprowadzeń wzorów przedstawionych na wykładzie mogła przerazić, ale były też działy które mnie zaciekawiły. Zagadnienia dotyczyły przemiany fizycznych jakie można zaobserwować w chemii,
kinetyki reakcji, termodynamiki itp. Wysłuchaliśmy 30 godzin wykładu. Mieliśmy
45 godzin zajęć laboratoryjnych z tego przedmiotu. Ćwiczenia były dość
krótkie i łatwe w wykonaniu, gorzej było z kolokwiami i raportami, których
wykonanie było czasochłonne.
4.
Biochemia, wykład, 30 godzin. Część wykładu dotyczyła biochemii statycznej,
czyli budowy białek, tłuszczów itp., a druga część procesów zachodzących w
komórce. Materiału było dużo, ale
prowadząca udostępniła nam zagadnienia do egzaminu i pytania nie były zaskakujące, nie pojawiło sie nic spoza zagadnień. Trochę szkoda, że nie mieliśmy z
tego przedmiotu żadnych ćwiczeń laboratoryjnych.
5.
Wychowanie fizyczne. Ja wybrałam stretching. Polecam osobom,
które nie lubią zbyt dużo się ruszać lub które nie potrafią się rozciągać. Ja w
tym semestrze zmieniłam zajęcia, bo 1,5 godziny rozciągania nie dawało mi zbyt
dużej satysfakcji.Oprócz tego mieliśmy lektorat z
języka angielskiego.
W planie studiów na trzeci
semestr były przewidziane przedmioty do wyboru, z wydziału chemicznego. Nie wiedzieć
czemu nie zostały one jednak otwarte, a przeniesione na czwarty semestr. W tym
semestrze musimy wyrobić tez 6 punktów ECTS z przedmiotów do wyboru
ogólnouczelnianych. Na szczęście udało mi się część tych punktów wyrobić w
poprzednim semestrze (mamy rozliczenie roczne) na przedmiocie materiały jubilerskie. Muszę
przyznać, że do zapisu na te zajęcia namówiła mnie koleżanka,
podchodziłam do nich dość sceptycznie (chciałam mieć po prostu z głowy chociaż
część punktów ECTS), ale tematyka zajęć bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i
zaciekawiła. Polecam ;) .
Powiem szczerze, że poprzedni semestr, o ile nie był zbytnio
obładowany zajęciami (chodzi mi o liczbę godzin spędzaną na uczelni) to był
nieco „nieudany”. Głównie dobijający był poniedziałek, który był dniem
wykładów. Oczywiście na wykłady chodzić obowiązkowo nie trzeba, ale ja
osobiście lubię mieć własne notatki i obecność na wykładzie pomaga mi w
szybszej nauce. Na szczęście ten semestr
zapowiada się o wiele ciekawiej, ale też
mamy zdecydowanie więcej zajęć. I okienek… Jak już tak narzekam to poskarżę się
jeszcze, że na naszym uniwersytecie nie ma czegoś takiego jak przerwa po sesji.
Sesja kończy się w piątek, a zajęcia rozpoczynają zaraz po weekendzie. Ciężko
również o terminy zerowe egzaminu, ponieważ wykłady kończyły się w ostatnim
tygodniu przed sesją. Semestr zleciał mi błyskawicznie. Ciężko mi uwierzyć, że to już półmetek licencjatu.
Dostaję sporo pytań na maila dotyczących procesu
rekrutacji. Myślę, że wszystkie
informacje znajdziecie na http://www.chem.umk.pl/pages-pl/kierunki.html.
W tym roku ruszy też chemia kosmetyczna w trybie niestacjonarnym.
Wiem, że czytają mnie koleżanki z pierwszego roku, jak tam Wasze wrażenia po pierwszym semestrze? :)
Wyłączyłam możliwość komentowania notek przez anonimy. Zmusiła mnie do tego ilość spamu. Co prawda nie był on widoczny w komentarzach, ale strasznie zapychał mi skrzynkę mailową. ;)

Chemia fizyczna <3
OdpowiedzUsuńnie taka straszna, nie?:)
Usuńzastanawiam się czy nie zrobić dodatkowej matury i nie iść na taki kierunek ;)
OdpowiedzUsuńO ile tylko lubisz chemię :)
UsuńAle masz fajnie, zazdroszczę Ci bardzo że masz taki super kierunek u siebie w mieście.
OdpowiedzUsuńSuper ten przedmiot surowce kosmetyczne <3 marze o tym żeby robić takie rzeczy, ale pewnie nie będę mieć okazji. Mogę się modlić, że kiedyś u mnie w mieście (Wrocław) otworzą taki kierunek, niestacjonarny.
Trzymam kciuki za dalszą edukację.
Btw. Jaki jest Twój plan po studiach? Który dział chemii kosmetycznej Cię najbardziej interesuje?
Też (nie)stety studia wiązały się z wyprowadzką z domu. Zdecydowanie najbardziej interesuje mnie dział pielęgnacyjny kosmetyków. Myślę o czymś własnym za parę lat :). Nie pogardziłabym też możliwością pracy na uczelni ;).
UsuńOpiszesz kiedyś, czego ciekawego dowiedzieliście się o konserwantach, środkach powierzchniowo czynnych i związkach zapachowych? :)
OdpowiedzUsuńHej. A z jakiej literatury korzystasz? Moglabyś podlinkować strony zakładowe np. instrukcjami na labki? :)
OdpowiedzUsuń