środa, 12 marca 2014

Chemia kosmetyczna, semestr III :)

Witajcie!
Jako, że to głównie uczelnia spowodowała zanik mojej obecności,  stwierdziłam, że dobrym tematem na początek będzie opis trzeciego semestru na moim kierunku. Być może powinna się pojawić notka na temat organizacji czasu, bo nieumiejętność rozplanowania sobie obowiązków jest drugim powodem  dlaczego nie miałam na nic czasu, ale … ;) Niemniej, mamy 3 tydzień nowego semestru, na brak zajęć narzekać nie mogę, ale wbiłam się już w nowy rytm zajęć i oto jestem!
Przedmioty,  jakie realizowaliśmy w tym semestrze:
1.      Chemia pierwiastków i ich związków- przedmiot, po którym sądząc po opisie w systemie USOS spodziewałam się zupełnie czegoś innego. W rzeczywistości okazał się być chemią nieorganiczną, a raczej jej podstawami. Ogromny plus należy się dla wykładowcy, który mimo godziny 8.00 rano w poniedziałek potrafił sprawić, że spora część roku pojawiała się na wykładzie i to nie tylko z powodu kolokwium. ;) Zaliczenie wykładu odbywało się nie w formie egzaminu, a na podstawie wyników czterech  kolokwiów + napisanie pracy. Nie oznacza to wcale, że uzbierać punkty na trójkę było bardzo łatwo. ;) Przedmiot, moim zdaniem, ciekawy, poszerzający horyzonty chemiczne. Nieco żałuję, że nie mamy w planie studiów większej ilości chemii nieorganicznej.  Fakt faktem, chemia kosmetyczna jest dosyć zdominowana przez związki organiczne, ale nie tylko one stanowią komponenty kosmetyków i dobrze byłoby wiedzieć,  jak wypadają na ich tle związki nieorganiczne.  Odbyliśmy 30 godzin wykładu.

2.       Od poznawania wszelkich składników kosmetyków był kolejny przedmiot- surowce kosmetyczne. Właściwie to nasz pierwszy przedmiot kosmetyczny. O ile chodzi o laboratoria, to były one najprzyjemniejszymi zajęciami w całym semestrze. Wyodrębnialiśmy takie składniki jak tirmirystyna z gałki muszkatołowej, ergosterol z drożdży, olej kokosowy z wiórek, aldehyd cynamonowy  z mielonego cynamonu czy limonen ze skórki pomarańczowej. Wprawiliśmy się jeszcze bardziej z technikami pracy poznanymi w zeszłym semestrze na chemii organicznej, czyli m.in. różnymi rodzajami destylacji, ekstrakcji, czy krystalizacją. Po wykonaniu dokonywaliśmy analiz, na podstawie których można było określić czystość sporządzonego przez nas preparatu. Te 90 godzin sprawiło, że trochę pewniej czuję się w laboratorium. Na końcową ocenę składały się punkty za wykonanie (stracić można było je na przykład za złe podłączenie aparatury, zbicie szkła) i sprawozdania w dzienniku laboratoryjnym oraz dwa kolokwia. W laboratorium spędziliśmy 90 godzin.
Wykład, 30 godzin.  Podejrzewam, że gdybyśmy chcieli poznać wszystkie  surowce kosmetyczne to wykład musiałby trwać nie 30 godzin, a 90. Niemniej, informacji do nauki było sporo. Dla mnie zdecydowanie najgorszym działem były związki zapachowe i to nad nimi przesiedziałam najwięcej czasu przygotowując się do egzaminu. Nie wiem dlaczego, ale strasznie nie chciało mi to wejść do głowy, ani ułożyć się  w logiczną całość. Być może przez chaos panujący w  notatkach ;). Za to bardzo przyjemny był dla mnie dział na temat kwasów karboksylowych i środków powierzchniowo czynnych. Poza tym, szerzej poznaliśmy substancje stosowane jako konserwanty, przeciwutleniacze i szereg innych związków stosowanych w kosmetykach. Przedmiot zdecydowanie potrzebny na naszym kierunku, ale  wykład niekoniecznie był ciekawy.
3.      Chemia fizyczna- przedmiot którym straszono mnie już od pierwszego semestru studiów. Miał być to  nasz pogrom, a jak przyszło co do czego to chyba więcej osób nie zdało biochemii. ;)  Ilość i długość wyprowadzeń wzorów  przedstawionych na wykładzie mogła przerazić, ale były też działy które mnie zaciekawiły.  Zagadnienia dotyczyły przemiany fizycznych jakie można zaobserwować w chemii, kinetyki reakcji, termodynamiki itp. Wysłuchaliśmy 30 godzin wykładu. Mieliśmy 45 godzin zajęć  laboratoryjnych  z tego przedmiotu. Ćwiczenia były dość krótkie i łatwe w wykonaniu, gorzej było z kolokwiami i raportami, których wykonanie było czasochłonne.
4.       Biochemia, wykład, 30 godzin.  Część wykładu dotyczyła biochemii statycznej, czyli budowy białek, tłuszczów itp., a druga część procesów zachodzących w komórce.  Materiału było dużo, ale prowadząca udostępniła nam zagadnienia do egzaminu i pytania nie były zaskakujące, nie pojawiło sie nic spoza zagadnień. Trochę szkoda, że nie mieliśmy z tego przedmiotu żadnych ćwiczeń laboratoryjnych.

5.       Wychowanie fizyczne.  Ja wybrałam stretching. Polecam osobom, które nie lubią zbyt dużo się ruszać lub które nie potrafią się rozciągać. Ja w tym semestrze zmieniłam zajęcia, bo 1,5 godziny rozciągania nie dawało mi zbyt dużej satysfakcji.Oprócz tego mieliśmy lektorat z języka angielskiego.
      
      W planie studiów na trzeci semestr były przewidziane przedmioty do wyboru, z wydziału chemicznego. Nie wiedzieć czemu nie zostały one jednak otwarte, a przeniesione na czwarty semestr. W tym semestrze musimy wyrobić tez 6 punktów ECTS z przedmiotów do wyboru ogólnouczelnianych. Na szczęście udało mi się część tych punktów wyrobić w poprzednim semestrze (mamy rozliczenie roczne) na przedmiocie materiały jubilerskie.  Muszę przyznać,  że do zapisu  na te zajęcia namówiła mnie koleżanka, podchodziłam do nich dość sceptycznie (chciałam mieć po prostu z głowy chociaż część punktów ECTS), ale tematyka zajęć bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i zaciekawiła. Polecam ;) .
Powiem szczerze, że poprzedni semestr, o ile nie był zbytnio obładowany zajęciami (chodzi mi o liczbę godzin spędzaną na uczelni) to był nieco „nieudany”. Głównie dobijający był poniedziałek, który był dniem wykładów. Oczywiście na wykłady chodzić obowiązkowo nie trzeba, ale ja osobiście lubię mieć własne notatki i obecność na wykładzie pomaga mi w szybszej nauce.  Na szczęście ten semestr zapowiada się o wiele ciekawiej, ale  też mamy zdecydowanie więcej zajęć. I okienek… Jak już tak narzekam to poskarżę się jeszcze, że na naszym uniwersytecie nie ma czegoś takiego jak przerwa po sesji. Sesja kończy się w piątek, a zajęcia rozpoczynają zaraz po weekendzie. Ciężko również o terminy zerowe egzaminu, ponieważ wykłady kończyły się w ostatnim tygodniu przed sesją. Semestr zleciał mi błyskawicznie. Ciężko mi uwierzyć, że to już półmetek licencjatu.

Dostaję sporo pytań na maila dotyczących procesu rekrutacji.  Myślę, że wszystkie informacje znajdziecie na http://www.chem.umk.pl/pages-pl/kierunki.html. W tym roku ruszy też chemia kosmetyczna w trybie niestacjonarnym. 
Wiem, że czytają mnie koleżanki z pierwszego roku, jak tam Wasze wrażenia po pierwszym semestrze? :)

Wyłączyłam możliwość komentowania notek przez anonimy.  Zmusiła mnie do tego ilość spamu. Co prawda nie był on widoczny w komentarzach, ale strasznie zapychał mi skrzynkę mailową. ;)

8 komentarzy:

  1. zastanawiam się czy nie zrobić dodatkowej matury i nie iść na taki kierunek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale masz fajnie, zazdroszczę Ci bardzo że masz taki super kierunek u siebie w mieście.
    Super ten przedmiot surowce kosmetyczne <3 marze o tym żeby robić takie rzeczy, ale pewnie nie będę mieć okazji. Mogę się modlić, że kiedyś u mnie w mieście (Wrocław) otworzą taki kierunek, niestacjonarny.
    Trzymam kciuki za dalszą edukację.
    Btw. Jaki jest Twój plan po studiach? Który dział chemii kosmetycznej Cię najbardziej interesuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też (nie)stety studia wiązały się z wyprowadzką z domu. Zdecydowanie najbardziej interesuje mnie dział pielęgnacyjny kosmetyków. Myślę o czymś własnym za parę lat :). Nie pogardziłabym też możliwością pracy na uczelni ;).

      Usuń
  3. Opiszesz kiedyś, czego ciekawego dowiedzieliście się o konserwantach, środkach powierzchniowo czynnych i związkach zapachowych? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej. A z jakiej literatury korzystasz? Moglabyś podlinkować strony zakładowe np. instrukcjami na labki? :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz powoduje jeden uśmiech więcej na mojej buzi. :)
Nie życzę sobie komentarzy o treści "Zapraszam na mojego bloga". Takie reklamy będą natychmiast usuwane.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...