poniedziałek, 22 lutego 2016

Peeling kwasem pirogronowym (zdjęcia dla odważnych ;) )

Najpierw krótki wstęp: nie wiem, czy ta notka to mój powrót do blogosfery. Postanowiłam zebrać się i naskrobać kilka słów na temat tego kwasu, ponieważ sama szukając informacji przed moimi zabiegami nie znalazłam ich zbyt wiele. Bardzo dziękuje Wam, za wszystkie maile które nadal otrzymuje od Was. To mile, ze czasem ktoś jeszcze korzysta z moich wypocin. W kwestii studiów, kontynuuje ten sam kierunek na UMK, chociaż długo zastanawiałam się, czy nie zmienić kierunku na chemie ogólną. Serce mówiło jedno, rozum drugie, ale jednak zostałam na kosmetycznej i mam nadzieje, ze w przyszłości nie będę tego żałowała (chociaż muszę przyznać, ze ten semestr był dla mnie jakoś mało motywujący). Poza tym, zaczęłam jeszcze drugi kierunek i rozwijam się w całkowicie innej gałęzi. Mam nadzieje, ze ten post przyda sie Wam. W końcu to ostatni dzwonek, jesli chcecie ruszyć z kwasami w tym sezonie. :)

W miedzy czasie, niestety, powróciły moje problemy ze skora. LZS, AZS, trądzik. Zmęczona próbami leczenia na własną rękę wybrałam się do dermatologa (podobno najlepszego w Toruniu) który od razu na pierwszej wizycie, po krótkim wywiadzie, zaproponował retinoidy doustne. Uznałam jednak, ze stan mojej skory nie jest aż tak zły, żeby sięgać po tak drastyczne środki. Wiem, ze taki lek łączyłby się z koniecznością przyjmowania antykoncepcji hormonalnej, czego tez wolałabym uniknąć. Moje problemy są na pewno związane z cyklem miesiączkowym, przez pierwsze dni aż do owulacji skora jest bez zmian, wraz z nią  zaczynają pojawiać się gule, szczególnie na żuchwie. Bolące, podskórne, duże, odporne na wszystko. Wizyta była w marcu, w końcu wyszłam z gabinetu z recepta na trzymiesięczną terapie Unidoksem (antybiotyk z grupy tetracyklin). W sierpniu zaczęłam się interesować oferta zakładów kosmetologicznych, wybrałam się na konsultacje i zadecydowałyśmy wspólnie z panią kosmetolog (która ma spore doświadczenie w temacie trądziku) o zrobieniu serii zabiegów 45% roztworem kwasu pirogronowego. Trzeba tutaj zaznaczyć, ze na mojej twarzy nie było ropnych niespodzianek, raczej pełno gulek rożnego rozmiaru, zaskórników, grudek. Twarz sprawiała wrażenie mocno zanieczyszczonej.  Miałam wykonane trzy zabiegi w odstępie około dwutygodniowym. Po dwóch miesiącach- czwarty zabieg. 


Sam zabieg nie należy do super przyjemnych, głownie z powodu nieprzyjemnego zapachu i odczuwalnego pieczenia. Peeling na mojej skórze nakładany był partiami (czoło, nos i broda, policzek prawy i lewy razem z żuchwą) i trzymany w od 80 do 120 sekund. W kwestii czasu trzymania bardzo ważne było doświadczenie p. kosmetolog, która obserwowała jak reaguje moja skora (a reagowała bardzo gwałtownie i za każdym razem inaczej :D ) . Podejrzewam, że gdybym trafiła na mniej doświadczoną osobę, która trzymałaby się podręcznikowego czasu 2 minut miałabym na twarzy wielki armagedon. Zabieg oczywiście poprzedzał dokładny demakijaż, a po zabiegu- krem, żel lub maska kojąca.
Po pierwszym peelingu byłam przerażona.  ;) Dzień po zabiegu jeszcze nie było źle, apogeum podrażnienia przypadało na 2 i 3 dzień po zabiegu. Wtedy ciężko było mi nawet jeść, otwarcie ust powodowało ból.  Potem było coraz lepiej, a po dwóch tygodniach skora wyglądała zupełnie normalnie. Na końcu wpisu zamieszczę kilka zdjęć obrazujących jak to u mnie wyglądało (wybrałam te mniej drastyczne ;) ) i jak wygląda teraz. Momentami wyglądałam jakbym zasnęła w solarium. Gdy skora już była lekko wygojona świetnie sprawdzał się korektor kamuflaż z Catrice, nakładany wilgotna gąbka. O dziwo, nie zapycha !

Pielęgnacja skory po zabiegu:
Starałam się przez pierwsze 2-3  dni nie używać, żadnych środków myjących opartych na detergentach, ani nie nakładać makijażu. "Myłam" twarz oliwka Hipp, ciepłą woda i delikatna ściereczką. Obskubałam doniczkowy aloes :D, ulgę przynosiło mi tez wymieszanie oliwki razem z zasypka Alantan i nakładanie jej w formie maseczki. Gdy skora już się nieco zregenerowała do gry wkraczał tonik z zawartością 8% glukonolaktonu. Jeśli ktoś jest mniej wrażliwy na parafinę i glicerynę, może warto zainwestować wtedy w krem regenerujący typu Civalfate Avene lub inne z zawartością alantoiny, tlenku cynku. Na dzień obowiązkowo krem z wysokim filtrem przeciwsłonecznym. U mnie był to Pharmaceris Sun 50+ i nowość w mojej kosmetyczce: żelowy Iwostin Solercin 50+ (który, swoja droga, z  żelem ma mało wspólnego ;) ).

Jak efekty?
Skora znacznie się wygładziła, mniej przetłuszcza się, zniknęła większość podskórnych grudek, a nadmierne przetłuszczanie zostało wyeliminowane. Nawet zwęziły się pory, a myślałam, ze to niemożliwe.
Skora jest w o wiele lepszej kondycji, nie jest już konieczne co dzienne nakładanie podkładu. W połowie cyklu gulki nadal pojawiają się, ale są zdecydowanie mniejsze, szybciej się wchłaniają i nie jest to już kilka wielkich krost, a jedna, czy dwie, a ślady po nich nie zostają na kilka tygodni. Oczywiście jestem świadoma tego, ze mój problem może powrócić. Jednak póki co, z efektów jestem bardzo zadowolona i polecam każdej osobie, która jest już zmęczona walka i u której wizyty u dermatologa nie przynoszą oczekiwanych efektów.


Moja aktualna pielęgnacja:
Nie jest skomplikowana. ;) Rano używam toniku z 10% glukonolaktonu i aloesu, potem rozpuszczam odrobine witaminy C w wodzie i mieszam z olejem z nasion z czarnuszki. Wieczorem demakijaż oliwka Babydream i emulsja myjącą Bielenda Pharm Trądzik i tonik z glukonolaktonem.  Raz-dwa razy w tygodniu nakładam olejek z 3% zawartością kwasu salicylowego, a jeśli skora potrzebuje nawilżenia intensywny krem odżywczy do cery naczynkowej marki Pharmaceris. Poza tym, niezbyt regularnie, stosuje peeling enzymatyczny oraz maseczki z glinki i spiruliny.
Przed

Chwilkę po pierwszym zabiegu.
Dwa dni po pierwszym zabiegu.

3-4 dni po trzecim zabiegu.
Miesiąc po trzecim zabiegu. Skora była nieco podrażniona tego dnia, normalnie nie jest taka czerwona. ;)


Trzymajcie kciuki za długotrwałe efekty!
Pozdrawiam, Semper ;)

PS. Osobom z Torunia chętnie polecę p. kosmetolog, np.  w wiadomości mailowej. ;)

4 komentarze:

  1. Wow, efekty faktycznie sa widocznie, ale na poczatku.. hardcore :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam a później oglądałam zdjęcia. Poważnie ktoś zaproponował Ci doustne retinoidy przy takim stanie skóry? Ja przez kilka lat miałam pobojowisko na twarzy i nikt nie chciał mi tego przepisać a u Ciebie w tak delikatnym stadium.. lekarze mnie zadziwiają:) Masz ładną buzię i efekty PO są naprawdę widoczne. Robiłam kiedyś kwas pirogronowy i moja buzia była niewzruszona, ba peeling kwasem glikolowym i salicylowym zniosłam na tyle dobrze, że tylko suche skórki wysiały jak u jaszczurki i skóra znacznie się oczyściła. Twoja skóra wygląda na delikatną, natomiast ja jestem gruboskórna to nic mi nie straszne. ;) Ile płaciłaś za serię peelingów jeśli można wiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się mocno zdziwiłam... Moja kosmetyczka roiła niemalże równolegle inną osobę, typ skóry podobny, ja hardcore, a tamta osoba nawet nie była zaróżowiona.. ;)
      po 90zł za jeden zabieg.

      Usuń

Każdy komentarz powoduje jeden uśmiech więcej na mojej buzi. :)
Nie życzę sobie komentarzy o treści "Zapraszam na mojego bloga". Takie reklamy będą natychmiast usuwane.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...