Najpierw krótki
wstęp: nie wiem, czy ta notka to mój powrót do blogosfery. Postanowiłam zebrać się i naskrobać kilka słów na temat tego kwasu, ponieważ sama szukając informacji
przed moimi zabiegami nie znalazłam ich zbyt wiele. Bardzo dziękuje Wam, za
wszystkie maile które nadal otrzymuje od Was. To mile, ze czasem ktoś jeszcze
korzysta z moich wypocin. W kwestii studiów, kontynuuje ten sam kierunek na
UMK, chociaż długo zastanawiałam się, czy nie zmienić kierunku na chemie
ogólną. Serce mówiło jedno, rozum drugie, ale jednak zostałam na kosmetycznej i
mam nadzieje, ze w przyszłości nie będę tego żałowała (chociaż muszę przyznać,
ze ten semestr był dla mnie jakoś mało motywujący). Poza tym, zaczęłam jeszcze
drugi kierunek i rozwijam się w całkowicie innej gałęzi. Mam nadzieje, ze ten post przyda sie Wam. W końcu to ostatni dzwonek, jesli chcecie ruszyć z kwasami w tym sezonie. :)
W miedzy
czasie, niestety, powróciły moje problemy ze skora. LZS, AZS, trądzik. Zmęczona
próbami leczenia na własną rękę wybrałam się do dermatologa (podobno
najlepszego w Toruniu) który od razu na pierwszej wizycie, po krótkim
wywiadzie, zaproponował retinoidy doustne. Uznałam jednak, ze stan mojej skory
nie jest aż tak zły, żeby sięgać po tak drastyczne środki. Wiem, ze taki lek
łączyłby się z koniecznością przyjmowania antykoncepcji hormonalnej, czego tez
wolałabym uniknąć. Moje problemy są na pewno związane z cyklem miesiączkowym,
przez pierwsze dni aż do owulacji skora jest bez zmian, wraz z nią zaczynają pojawiać się gule, szczególnie na żuchwie.
Bolące, podskórne, duże, odporne na wszystko. Wizyta była w marcu, w końcu
wyszłam z gabinetu z recepta na trzymiesięczną terapie Unidoksem (antybiotyk z
grupy tetracyklin). W sierpniu zaczęłam się interesować oferta zakładów
kosmetologicznych, wybrałam się na konsultacje i zadecydowałyśmy wspólnie z
panią kosmetolog (która ma spore doświadczenie w temacie trądziku) o zrobieniu
serii zabiegów 45% roztworem kwasu pirogronowego. Trzeba tutaj zaznaczyć, ze na
mojej twarzy nie było ropnych niespodzianek, raczej pełno gulek rożnego
rozmiaru, zaskórników, grudek. Twarz sprawiała wrażenie mocno zanieczyszczonej.
Miałam wykonane trzy zabiegi w odstępie około dwutygodniowym. Po dwóch miesiącach-
czwarty zabieg.
Sam zabieg nie należy do super przyjemnych, głownie z
powodu nieprzyjemnego zapachu i odczuwalnego pieczenia. Peeling na mojej skórze
nakładany był partiami (czoło, nos i broda, policzek prawy i lewy razem z
żuchwą) i trzymany w od 80 do 120 sekund. W kwestii czasu trzymania bardzo ważne
było doświadczenie p. kosmetolog, która obserwowała jak reaguje moja skora (a reagowała
bardzo gwałtownie i za każdym razem inaczej :D ) . Podejrzewam, że gdybym trafiła
na mniej doświadczoną osobę, która trzymałaby się podręcznikowego czasu 2 minut
miałabym na twarzy wielki armagedon. Zabieg oczywiście poprzedzał dokładny demakijaż,
a po zabiegu- krem, żel lub maska kojąca.
Po pierwszym peelingu byłam przerażona. ;) Dzień po
zabiegu jeszcze nie było źle, apogeum podrażnienia przypadało na 2 i 3 dzień po
zabiegu. Wtedy ciężko było mi nawet jeść, otwarcie ust powodowało ból. Potem było coraz lepiej, a po dwóch tygodniach
skora wyglądała zupełnie normalnie. Na końcu wpisu zamieszczę kilka zdjęć obrazujących jak to u
mnie wyglądało (wybrałam te mniej drastyczne ;) ) i jak wygląda teraz. Momentami wyglądałam jakbym zasnęła w solarium. Gdy skora już była lekko wygojona świetnie sprawdzał się korektor kamuflaż z Catrice, nakładany wilgotna gąbka. O dziwo, nie zapycha !
Pielęgnacja skory po zabiegu:
Starałam się przez pierwsze 2-3 dni nie używać, żadnych
środków myjących opartych na detergentach, ani nie nakładać makijażu. "Myłam"
twarz oliwka Hipp, ciepłą woda i delikatna ściereczką. Obskubałam doniczkowy aloes :D, ulgę przynosiło
mi tez wymieszanie oliwki razem z zasypka Alantan i nakładanie jej w formie
maseczki. Gdy skora już się nieco zregenerowała do gry wkraczał tonik z zawartością
8% glukonolaktonu. Jeśli ktoś jest mniej wrażliwy na parafinę i glicerynę, może
warto zainwestować wtedy w krem regenerujący typu Civalfate Avene lub inne z zawartością
alantoiny, tlenku cynku. Na dzień obowiązkowo krem z wysokim filtrem przeciwsłonecznym.
U mnie był to Pharmaceris Sun 50+ i nowość w mojej kosmetyczce: żelowy Iwostin
Solercin 50+ (który, swoja droga, z żelem
ma mało wspólnego ;) ).
Jak efekty?
Skora znacznie się wygładziła, mniej przetłuszcza się, zniknęła
większość podskórnych grudek, a nadmierne przetłuszczanie zostało
wyeliminowane. Nawet zwęziły się pory, a myślałam, ze to niemożliwe.
Skora
jest w o wiele lepszej kondycji, nie jest już konieczne co dzienne nakładanie podkładu.
W połowie cyklu gulki nadal pojawiają się, ale są zdecydowanie mniejsze,
szybciej się wchłaniają i nie jest to już kilka wielkich krost, a jedna, czy
dwie, a ślady po nich nie zostają na kilka tygodni. Oczywiście jestem świadoma
tego, ze mój problem może powrócić. Jednak póki co, z efektów jestem bardzo
zadowolona i polecam każdej osobie, która jest już zmęczona walka i u której wizyty
u dermatologa nie przynoszą oczekiwanych efektów.
Moja aktualna pielęgnacja:
Nie jest skomplikowana. ;) Rano
używam toniku z 10% glukonolaktonu i aloesu, potem rozpuszczam odrobine
witaminy C w wodzie i mieszam z olejem z nasion z czarnuszki. Wieczorem demakijaż
oliwka Babydream i emulsja myjącą Bielenda Pharm Trądzik i tonik z
glukonolaktonem. Raz-dwa razy w tygodniu
nakładam olejek z 3% zawartością kwasu salicylowego, a jeśli skora potrzebuje nawilżenia
intensywny krem odżywczy do cery naczynkowej marki Pharmaceris. Poza tym,
niezbyt regularnie, stosuje peeling enzymatyczny oraz maseczki z glinki i
spiruliny.
![]() |
| Przed |
![]() |
| Chwilkę po pierwszym zabiegu. |
![]() |
| Dwa dni po pierwszym zabiegu. |
![]() |
| 3-4 dni po trzecim zabiegu. |
![]() |
| Miesiąc po trzecim zabiegu. Skora była nieco podrażniona tego dnia, normalnie nie jest taka czerwona. ;) |
Trzymajcie kciuki za długotrwałe efekty!
Pozdrawiam, Semper ;)
PS. Osobom z Torunia chętnie polecę p. kosmetolog, np. w wiadomości mailowej. ;)
PS. Osobom z Torunia chętnie polecę p. kosmetolog, np. w wiadomości mailowej. ;)





Wow, efekty faktycznie sa widocznie, ale na poczatku.. hardcore :D
OdpowiedzUsuńBolało, oj, bolało.
UsuńPrzeczytałam a później oglądałam zdjęcia. Poważnie ktoś zaproponował Ci doustne retinoidy przy takim stanie skóry? Ja przez kilka lat miałam pobojowisko na twarzy i nikt nie chciał mi tego przepisać a u Ciebie w tak delikatnym stadium.. lekarze mnie zadziwiają:) Masz ładną buzię i efekty PO są naprawdę widoczne. Robiłam kiedyś kwas pirogronowy i moja buzia była niewzruszona, ba peeling kwasem glikolowym i salicylowym zniosłam na tyle dobrze, że tylko suche skórki wysiały jak u jaszczurki i skóra znacznie się oczyściła. Twoja skóra wygląda na delikatną, natomiast ja jestem gruboskórna to nic mi nie straszne. ;) Ile płaciłaś za serię peelingów jeśli można wiedzieć?
OdpowiedzUsuńTeż się mocno zdziwiłam... Moja kosmetyczka roiła niemalże równolegle inną osobę, typ skóry podobny, ja hardcore, a tamta osoba nawet nie była zaróżowiona.. ;)
Usuńpo 90zł za jeden zabieg.