niedziela, 23 czerwca 2013

Chemia kosmetyczna- semestr drugi.

Hej!
Pamiętacie mnie jeszcze? Zdaję sobie sprawę, że długo mnie nie było. Najpierw dopadło mnie… życie, potem brak Internetu (dłuuugi) i sesja.  Jestem już praktycznie po wszystkich egzaminach  (co prawda czekam jeszcze na wyniki dwóch, ale tak czy siak- do września spokój!)i postanowiłam, że opiszę Wam pokrótce drugi semestr chemii kosmetycznej. Teraz wiele z Was wybiera kierunek, uczelnię, widzę też spore zainteresowanie w mailach tym tematem.




1. Chemia analityczna- wykład i laboratorium.
Analiza ilościowa substancji. Bardzo przyjemne laboratorium! Trzeba tylko być osoba uważną, cierpliwą i dokładną. ;) I mieć wytrzymałe mięśnie rąk :D Podczas laboratorium odbyły się  trzy kolokwia. Trochę niewypałem było to, że materiał na nie był wykładany na wykładzie jakieś 2-3 tygodnie po kole, także trzeba było znaleźć informacje samemu i samodzielnie je zrozumieć.  Potem na wykładzie wszyscy ziewaliśmy z nudów ;).  A może to wina tego, że był on na ósmą rano?
Egzamin w formie opisowej.

2. Chemia organiczna-wykład i laboratorium.
Wykład poruszał naprawdę sporą dawkę nowej wiedzy. O ile chemia organiczna w liceum nie była dla mnie wielkim wyzywaniem, to jednak po dodaniu dziesiątek nowych reakcji  wraz z ich mechanizmami pojawiło się niemałe wyzwanie! Kluczem do sukcesu jest moim zdaniem systematyczność w nauce, albo chociaż rozpoczęcie nauki nie trzy dni przed egzaminem. Moim zdaniem, bardzo pomocne w opanowaniu materiału byłyby ćwiczenia, na których utrwalałoby się wiedzę. No, ale jak ktoś chce, to poćwiczy w domu z książką. ;)  Ja polubiłam podręczniki McMurrego- napisane są bardzo przystępnym językiem, są też zadania i ich rozwiązania.
Laboratorium średnio mi się podobało, było jakieś takie mało pasjonujące :p.  Niezbyt mnie ciekawiło patrzenie jak przez dwie godziny coś miesza się mieszadełkiem magnetycznym.  Przed wykonywaniem każdego preparatu mieliśmy kolokwium i tu znów podobna historia jak w przypadku analitycznej- materiał z kolokwium był omawiany na wykładzie po, a nie przed sprawdzeniem naszej wiedzy. Nie przepadałam za tymi  laboratoriami, może przyjemniej byłoby gdybym nie miała ich zaraz po tych z chemii analitycznej. Między nimi była  piętnastominutowa przerwa, jeśli skończyło się nieco szybciej analityczną była szansa na szybki obiad ;). Tak czy siak, nie ma chemii kosmetyków bez chemii organicznej. Nie ma.

Egzamin w formie opisowej.

3. Matematyka- wykład i ćwiczenia.
Pod koniec semestru czułam się jak studentka matematyki, a nie chemii.. Dużo zależy od prowadzącego, ja trafiłam na  baaaardzo wymagającego i naprawdę nieźle trzeba było się narobić, żeby zaliczyć ćwiczenia, które tylko „sygnalizowały problem” ;). Sam egzamin wydał mi się dość ludzki, ale.. to matematyka :D. Czekam na wyniki, martwią mnie trochę punkty ujemne za złe odpowiedzi,  ale nie ma co się denerwować na zapas.  Materiał w drugim semestrze: macierze, granice ciągów, szeregi, granice funkcji, pochodne, całki. Miały być jeszcze funkcje wielu zmiennych, ale (nie ;p)stety czasu nie starczyło.
Nie twierdzę, że matematyka jest niepotrzebna, jednak ogrom czasu jaki przeznaczyłam na nią podczas którego mogłabym zagłębiać się w tajniki chemicznych reakcji nieco przytłacza. Muszę przyznać, że pochodne i całki potrafiły sprawić mi jakąś tam, specyficzną, bo specyficzną :D przyjemność podczas rozwiązywania, zainteresowały mnie. Szkoda tylko, że wszystko trzeba było przerabiać tak na szybko, na pewno byłoby o wiele mniej problemów i lepiej byśmy wszystko umieli, gdyby materiał rozłożony był na więcej godzin.
W tym miejscu muszę polecić  http://www.etrapez.pl/. Pan Krystian to geniusz! Czasami jego tłumaczenia były aż nazbyt dla topornych, ale to w dużej mierze dzięki jego kursom udało mi się zaliczyć ćwiczenia w pierwszym terminie.

4. Budowa skóry i przydatków- wykład.
Troszkę mało było tego wykładu, jedyne 15 godzin. Dosyć szczegółowy materiał, omawiany bardzo szybko, na pewno przyda się ta wiedza na dalszych etapach studiowania. Egzamin w formie testu. 

5. Język angielski- lektorat.
Napawa mnie przerażeniem egzamin po czwartym semestrze, ponieważ będziemy pisali angielski techniczny, a średnio mnie interesuje np. budowa pilota.. Póki co mieliśmy tylko chemiczne/kosmetyczne zagadnienia. Warto tu wspomnieć o problemach z rejestracją żetonową, cyrki były przy tym niezłe, gdy się okazało, ze brakuje miejsc dla studentów. Ostatecznie wszyscy uczęszczaliśmy na zajęcia, ale po co ten bałagan?

6. Oprócz tego musieliśmy wybrać sobie coś z wykładów ogólnouczelnianych za 6 punktów ECTS.  Niestety, dowiedzieliśmy się o tym gdy rejestracja była już dawno czynna i pozostały przedmioty typu „życie średniowiecznych mnichów” za 1-2 punkty. Denerwowały mnie te wykłady, bo zostały same naprawdę nieciekawe przedmioty,  zamiast nich wolałabym mieć ćwiczenia z chemii organicznej.  No, ale nie powiem, że namęczyłam się jakoś szczególnie przy tych przedmiotach, z jednego z nich czeka mnie jeszcze (podobno łatwy :p )egzamin na platformie mooodle,  a drugi był zaliczany za obecności także nie obciążyło mnie to mocno poza kwestią czasową.


Denerwuje mnie czasami podejście wykładowców, czy studentów Chemii ogólnej, którzy potrafią nas przywitać „o, kosmetyczki przyszły” (tak jakby bycie kosmetyczką było czymś uwłaczającym godności człowieka... ) Nie będziemy kosmetyczkami. Będziemy chemikami!
Problemy z rejestracją elektroniczną pewnie spotyka nie tylko  UMK?;>
Miło byłoby, gdyby zainwestowano w remont sal laboratoryjnych :p. Zdecydowanie nie jest to nowoczesny budynek..
Podsumowując:  pracy samodzielnej jest sporo, sporo pisania sprawozdań i sporo spędzonego czasu w laboratorium, ale.. lubię moje studia. Nie wiem, czy jest jakiś inny kierunek, który dawałby mi tak samo wiele satysfakcji i zadowolenia. No może i znalazłby się taki –medycyna ze specjalizacją w dermatologii :D.

Jeszcze raz podkreślę:  moje studia to przede wszystkim chemia ( no i matematyka  :D ), a chemię trzeba czuć! Wszelkie informacje na temat rekrutacji z pewnością znajdziecie na stronie UMK. 

Sprawa nieco drugorzędna: Toruń jest piękny. Oczywiście wydział znajduje się na "pospolitym" osiedlu, ale Bulwar, Starówka, bar Adaś, pizza w Picollo, widok z mostu mają swój niepowtarzalny klimat. No i.. lody u Lenkiewicza. Najlepsze lody jakie kiedykolwiek jadłam! Często trzeba stać po nie w długiej  kolejce, ale warto. Jeśli poznacie smak tych lodów z pewnością pokochacie Toruń, bo tylko tu można je zjeść. :D Szkoda, że nie można ich kupić w wersji do domu w ogólnodostępnych sklepach, jakże mi ich brakuje w rodzinnym mieście.:D

25 komentarzy:

  1. Tylko uprzedzam odwiedzających, lodami z Lenkiewicza w ilości dwóch gałek najecie się tak, że obiad załatwiony danego dnia :P

    Pocieszę Cię, ze przy żetonowej rejestracji na wf jest mniejszy bałagan, tyle tylko, że nie otwiera się ona wtedy kiedy jest napisane, że ma to nastąpić. Cud następuje np. pół godziny później i kto miał cierpliwość ten ma takie zajęcia jakie chce, a kto nie ma, kończy na czymś nudnym i na drugim końcu miasta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie już się powoli zaczęłam zastanawiać nad wf, bo w sumie duuużo się ruszam i chciałabym to jakoś wkomponować w mój plan treningowy :D


      Nie chcę nic mówić, ostatnio zjadłam 3,5 gałki... :x Dla mnie słodycze moga nie istnieć. Ale z lodów nie zrezygnuję, szczególnie z tych cytrynowych, albo mohito :)

      Usuń
  2. my jesteśmy na chemii środków bioaktywnych i kosmetyków nazywani mydełkami, hahaha:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie rozumiem, czemu im przeszkadzamy ;). Przykładowo taka chemia analityczną, my mieliśmy tylko wykład i laboratorium,a ogólna jeszcze ćwiczenia i tego laboratorium więcej godzin. Egzamin wszyscy pisaliśmy taki sam. No to kto teoretycznie miał łatwiej?

      Dla mnie to nie jest jakieś poniżające, ale nie lubię ludzi, którzy się wywyższają.
      Wiadomo, nie jest to jakiś hejt tysiąca osób :D są też normalni ludzie. A jak ktoś uważa, ze mamy tak hiper łatwo to trzeba było iść na kosmetyczną,a nie ogólną. ;)

      Usuń
  3. Wow, w jeden semestr przerobić tyle matmy? :O myślałam, że dwa semestry matmy na cały ten materiał, który opisałaś (plus różniczki) u mnie to było mało. No ale też polecam etrapeza :D A, i nie spodziewałam się tyle matmy na chemii kosmetycznej. :)
    Chemia kosmetyczna w sumie fajnie brzmi :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy takie same przedmioty jak ogólna. No, oprócz fizyki. :)
      Naprawdę, wolałabym mieć tę matmę jeszcze jeden semestr, ale przerobione wszystko powoli, a nie tak po łebkach.. Całki trygonometryczne- 15 minut. Oznaczone drugie 15. Przykłady banalne, a na kolokwium jakieś potworki :D

      Usuń
  4. Ja kończyłam biotechnologię i również widziałam, że ludzie tworzą jakieś dziwne podziały. Nierzadko padały komentarze, że kosmetyczki miały łatwiejszy egzamin, bo są kosmetyczkami. Tymczasem one studiowały biotechnologię kosmetologiczną. Nie malowały paznokci w ramach zajęć, tylko uczyły się, jak funkcjonują bioreaktory. Oczywiście materiał miały nieco zmodyfikowany. My na ekologii zwracaliśmy uwagę na lasy jako naturalny zbiornik retencyjny, a one uczyły się zastosowań poszczególnych roślin w kosmetologii:)

    Ja również nie przepadałam za laborkami z chemii organicznej. Pomijając fakt, że miałam je o poranku, to musiałam pisać idiotyczne wejściówki. Moja doktor wymagała, żebym napisała instrukcję z wykonywania ćwiczeń. Moim zdaniem powinna skupić się na działaniu poszczególnych substancji, reakcjach itp. Po co mam znać na pamięć, ile g świeżych liści umieszczam w kolbce, chcąc uzyskać określoną ilość chlorofilu;D Od tego są instrukcje;) Poza tym nie lubiłam siedzieć godzinami i czekać, aż będę mogła przystąpić do dalszej części ćwiczeń... Te zajęcia były niesamowicie nudne.

    Matematykę zawsze lubiłam, do czasu, gdy trafiłam na doktora, który w ramach konserwatoriów kazał nam udowadniać, że definicja jest prawdziwa. Zamiast rozwiązywać zadania, które mogą się przydać przy obliczaniu oporu przepływów, to zmagałam się z teorią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, uczenie się wszystkiego na pamięć, cudowna sprawa.. Albo przy analitycznej uczenie się każdego wzoru na każde oznaczenie.. Odpuściłam to sobie, bo przecież tyle tego było, każdy wzór do siebie podobny, trochę zaśmiecanie mózgu :D. A tu bam na egzaminie zadanie, że bez wzoru nie dało się go ruszyć. :/

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Jestem na czwartym (sesja już za mną, więc "prawie" na piątym) roku biotechnologii ;) U nas podziały zaczęły się na magisterce, kiedy każdy mógł sobie wybrać specjalność. I tak np. zwierzątka (molekularna zwierząt) mają same seminaria i tylko dwa egzaminy, a środowiskowa nie ma prawie laboratoriów, tylko ciągle coś liczą.

      Chemia organiczna u nas wyglądała podobnie, na sprzęcie, który pamiętał młodość naszego prowadzącego, przed rozpoczęciem zajęć wejściówki z teorii (ile gram czegoś dodajesz do czegoś, żeby otrzymać to, co masz otrzymać) i zadanko z rysowania i nazywania związków (pan doktor potrafił narysować coś, co wyglądało jak domek i kazał to nazwać :P).

      Za to matmę lubiłam, jako jedyna odzywałam się na wykładach i byłam potem zwolniona z egzaminu :)

      Usuń
  5. na studiach przekonałam się, że chemia to zło :p niby tylko semestr, ale potrafiła zaleźć za skórę - a to głównie dzięki panu doktorowi, co sobie wynalazł nowe cząsteczki, ale nikt go nie docenił, więc odbijał sobie układając nam wymyślne pytania na koła i egzamin, przy okazji stwarzając zupełnie nowe teorie... ale, na szczęście, mam to za sobą. podobnie jak biochemię, która była w sumie przystępniejsza, ale ogrom materiału zrobił swoje ;)

    u nas z kolei żartuje się ze stomatologów (- w co się bawią dentyści? - w lekarzy! :D), co poniektórzy biorą to za bardzo dla siebie i nietrudno flame war nakręcić - jak dla mnie bezsensowny, bo materiał w dużej mierze jest podobny. choć pewnie bardziej chodzi o 'umniejszające' dłubanie ludziom w zębach w stosunku do 'prawdziwego' ratowania życia. jak dla mnie - przyniesienie ulgi w bólu, w jakiejkolwiek formie, jest godne szacunku, no ale sporo jest na tym kierunku osób, które lubią czuć się lepsze.. ;)

    natomiast faktem jest, że studiujący na english division mają łatwiej, i to nie jest żadna złośliwość, bo wystarczy porównać pytania na egzaminach z kluczowych przedmiotów. no, ale wszyscy wiedzą, dlaczego - studenci z ED zostawiają grubą kasę na uczelni, szkoda byłoby odciąć ten nieustający przypływ gotówki.. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czeka biochemia w III semestrze. Razem z chemią fizyczną, strach się bać..

      Nigdy nie traktowałam dentystów jako jakichś "podrzędnych" lekarzy.. Czego to ludzie nie wymyślą.

      Usuń
    2. biocha jest do zniesienia, ale wszystko związane z fizyką to dla mnie koszmar ^^

      Usuń
  6. ja sama nie wiem co robić z życiem ... znaczy się ze studiami :D został mi jeszcze rok (4letnia szkola) :/ ale cieszę się,że chociaż Tobie się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja w tym semestrze skończyłam angielski techniczny na UMK i egzamin wcale nie poruszał takich tematów jakie mieliśmy na zajęciach :) bardziej przypominał general english, tyle że np. słuchanie było o jakimś wynalazku, za to czytanie już całkowicie normalne - o robieniu pierwszego wrażenia przy poznaniu nowej osoby ;p
    pizza z Piccolo jest najlepsza!

    OdpowiedzUsuń
  8. czy po skończeniu licencjatu UMK daje możliwość kontynuowania nauki tam i robienia magistra???

    OdpowiedzUsuń
  9. chodzi mi oczywiście o kierunek chemia kosmetyczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem, będzie utworzona magisterka, tak kiedyś wspominano na wykładzie :). Ja myślę o innej uczelni, ale zobaczymy, co zaoferuje nam UMK.

      Usuń
  10. Lody u Lenkiewicza! Matko, pamiętam jaką gafę strzeliłam, jak pierwszy raz kupowałam tam lody... Mówię do sprzedawczyni "Jedna gałkę modżito poproszę"... :D
    Popatrzyła na mnie i zaśmiała się cicho. Przynajmniej mnie poprawiła, ale wstyd zawsze był ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiałam kiedyś jak to się mówi :D Te i cytrynowe to moje ulubione :)

      Usuń
  11. czemu nie poszłaś na kosmetologię na umk collegium medicum w bydgoszczy ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się, ale nie interesowała mnie praca w salonie :)

      Usuń
  12. Tydzień temu obroniłam tytuł magistra farmacji. Niestety muszę Cię zmartwić co do realiów przyszłej pracy. Ze względu na zainteresowania jako tzw. "mały fakultet" wybrałam kosmetologię, a później odbyłam praktyki w laboratorium badawczo-wdrożeniowym firmy produkującej kosmetyki AA, gdzie obecnie pracuję. W takich laboratoriach zatrudniani są JEDYNIE technolodzy, po technologii chemicznej na politechnikach (ze specjalnością chemią kosmetyków). Oprócz inżyniera, znaczna większość miała też tytuł doktora...
    Okazało się więc, że nie ma szansy wbić się na taką ścieżkę kariery (w latach 90. to farmaceuci zakładali wszystkie wiodące firmy kosmetyczne - Ziaja, Oceanic, Eris). Czasy się zmieniły, nowe prawo unijne narzuca dość sztywne warunki.
    Moja rada - od samego początku uderzaj do firm, rób praktyki, cokolwiek - może się uda. Albo równie szybko znajdź alternatywę.
    Pozdr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, że kolorowo nie jest:(. Ale mam na siebie trzy pomysły, mam nadzieję, że chociaż jeden uda się zrealizować. :)

      Usuń
  13. co masz na myśli mówiąc że nie jest to nowoczesny budynek? jest aż tak źle?
    dostałam się na chemię kosmetyczną i do Łodzi i do Torunia i nie powiem mam problem na co mam sie zdecydowac :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz powoduje jeden uśmiech więcej na mojej buzi. :)
Nie życzę sobie komentarzy o treści "Zapraszam na mojego bloga". Takie reklamy będą natychmiast usuwane.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...