To druga wersja szamponu, który zrobiłam w warunkach domowych. Robiąc go, opierałam się na proporcjach detergentów z mojego pierwszego szamponowego tworu. Stwierdziłam, że skoro myje dobrze, nie będę kombinowała i ulepszała na siłę. Nowością jest siemię lniane, którego użyłam zamiast wody, w postaci maceratu.
Przygotowanie maceratu:
Z nasion lnu, przygotowuje się macerat w proporcji 1(nierozdrobione nasiona) : 20 woda. Nasiona zalewa się wodą w temperaturze pokojowej i odstawia na 30 minut. W ciągu tego czasu należy kilka razy przemieszać zawartość naczynia. Na końcu przecedzić. Jak widzicie, nic skomplikowanego :).
Skład szamponu:
BAZA:
Macerat z nasion lnu/woda- 67%
Guma ksantanowa 1%
Glukozyd laurylowy 15%
Glukozyd kaprynowo-kaprynowy 12%
Re-fat 2%
Macerat z nasion lnu/woda- 67%
Guma ksantanowa 1%
Glukozyd laurylowy 15%
Glukozyd kaprynowo-kaprynowy 12%
Re-fat 2%
FEOG 1%
Kwas mlekowy- do regulacji pH.
DODATKI:
Hydrolizowane białka jedwabiu- 2%.
Kwas mlekowy- do regulacji pH.
DODATKI:
Skład jest krótszy niż poprzednio. Zrezygnowałam z niacynamidu, ponieważ nie zaobserwowałam przedłużenia świeżości włosów.Keratyna też już przejadła się im. Pozostawiłam jedwab- głównie w celu ułatwienia rozczesywania. Czasami są takie dni, że nie mam czasu na nałożenie odżywki, nie chciałabym wyrywać sobie połowy włosów z powodu trudności z rozplątaniem kołtunów spowodowanych myciem na szybko. Chętnie dodałabym do niego ekstrakt z aloesu (moja skóra głowy go uwielbia), niestety zapomniałam zamówić.
Co jeszcze można dodać do szamponu?
-kwas hialuronowy-nawilżanie,
-karagenian-nawilżenie, ochrona przed detergentami,
-glinki- w celu zmniejszenia przetłuszczania,
-ekstrakty owocowe- np.ekstrakt z granatu może zabezpieczać włosy przed utratą koloru. Dodatkowo, na pewno dzięki nim szampon będzie miał przyjemny zapach,
-ekstrakty roślinne- np. aloesowy- nawilżenie, łagodzenie podrażnień; z wierzby- zmniejszenie przetłuszczania,
-zamiast wody możecie użyć hydrolatu, naparów z ziół,
-olejki eteryczne- głównie zapach, ale przykładowo olejek z drzewa herbacianego może też zmniejszać przetłuszczanie;
-pantenol-nawilżenie, łagodzenie podrażnień
-niacynamid- regulacja pracy gruczołów łojowych, zwalczanie łupieżu, wzmocnienie cebulek,
-kofeina- poprawa mikrokrążenia, przyśpieszenie porostu,
-siarka- zmniejszenie przetłuszczania.
To tylko przykłady, takich substancji jest więcej. Należy jednak pamiętać, aby surowiec był zgodny z detergentami (z tego powodu nie można dodać do niego liposomów.). Jeśli dodamy zbyt wiele składników sypkich, nierozpuszczalnych w wodzie (glinki, siarka) włosy mogą być zmatowione. Pamiętajmy też, że szampon służy przede wszystkim do mycia- nie róbmy z niego odżywki.
Wykonanie:
Cały przepis opierałam na recepturze szamponu z ZSK. Od siebie dodam, że sporo czasu zajmuje czekanie aż z mieszaniny ulotnią się wszystkie bąbelki gazu. Poza tym, mimo że starałam się mieszać delikatnie niestety nie udało się nie spienić go ponownie. Nadal nie umiem zrobić całkowicie przeźroczystego szamponu, ale ćwiczenie czyni mistrzem, nie poddaję się :). Pamiętajmy o dezynfekcji naczyń!!
Cena:
Około 12 zł/200ml.
Przy wyliczaniu wzięłam pod uwagę najmniejsze dostępne opakowania półproduktów z ZSK (guma ksantanowa z mazideł, nie mogłam jej znaleźć na ZSK). Przy zakupie większych opakowań surowcówkoszt się zmniejszy.
Czy jestem zadowolona?
Ta wersja jest zdecydowanie bardziej udana niż poprzednia. Włosy pozostają bardzo miękkie, lśniące. Nie są obciążone ale nie mają też większej objętości. Już podczas spłukiwania czuję, że są gładkie. Dobrze zmywa oleje. Jedyny defekt to konieczność dłuższego wypłukiwania go z włosów. Skóra głowy bardzo go polubiła, nie pojawiły się żadne przykre odczucia. Zdziwiło mnie to, że szampon nieco przedłużył świeżość włosów. Nadal myję je codziennie, ale nawet gdy umyję wieczorem, następnego dnia wyglądają dobrze aż do okolic godziny 18-19. Czyli prawie 24 godziny świeżych włosów, w moim wypadku to sukces. Zdarzało mi się użyć go i nie nakładać odżywki. Włosy były w dobrej kondycji, jedynie końcówki wymagały dodatkowego nawilżenia. Konsystencja jest gęsta- jest wydajny.
Szampon polubiłam na tyle, że planuję zakup większej ilości surowców i póki co, nie szukam szamponów drogeryjnych czy aptecznych do codziennego mycia. Pozostanę przy szamponie "samoróbce" oraz Fitomedzie. Żałuję tylko, że przez moment zdradziłam go z koszmarkiem z Green Pharamcy.
Jeśli macie problemy z wrażliwą, podrażnioną skórą głowy naprawdę polecam spróbować ukręcić własny szampon. Jeśli boicie się, że szampon nie wyjdzie i surowce trafią do kosza, zakupcie małe pojemności.
Ja bardzo długo zbierałam się do wykonania własnego szamponu, żałuję, że dojrzałam do tego tak późno.
Teraz moim kolejnym wyzwaniem jest próba zrobienia własnego podkładu, ale póki co, tylko się w tym edukuję. Głównym problemem jest dobór koloru... Kosmetykę kolorową będę miała dopiero na trzecim roku (dotychczas miałam tylko krótki wstęp na wykładzie, nie miałam pojęcia, że tyle skomplikowanych wiadomości z optyki przyda się przy produkcji kolorówki :D. Ale cichosza, na temat moich studiów na pewno pojawi się post po zaliczonej sesji.), mam nadzieję, że szybciej zrobię coś sama.
A jakie są Wasze biochemiczne marzenia?:)

Ja nigdy nie robilam szamponu - bałabym se za to zabrać :)
OdpowiedzUsuńJaki ładny :)
OdpowiedzUsuńSuper pomysł z maceratem z nasion lnu :) Kiedyś na pewno pomyślę o szamponie. Wszystko po kolei, na razie trzymam się kosmetyków "wchłanialnych" :)
OdpowiedzUsuńZamawiam w weekend półprodukty i również mam zamiar zrobić własne myjadło. Ostatnio moja skóra głowy jest bardzo sucha i łuszczy się po użyciu każdego szamponu :(
OdpowiedzUsuń