wtorek, 4 lutego 2014

Fanaberie ;)

Mój czas pochłania chemia fizyczna, ale.. ile można się uczyć?!

Jakiś czas temu pojawiła mi się w głowie myśl "chcę mieć pHmetr!". Taki pHmetr,  który nadawałby się do mojej domowej produkcji. Oczywiście, da się mierzyć pH papierkami, ale jaka wygoda byłaby z takim cackiem!
Niestety, póki co,  to tylko moje mrzonki, ceny są dość zaporowe. Chociaż, szperając ostatnio na allegro natknęłam się na kwasomierz gleby za około 20zł. :D
źródło: allegro
 Ciekawa jestem na jakiej zasadzie to działa. ;) Bez baterii, bez prądu, informacji z czego jest wykonany też nie ma (a pewnie to pomogłoby w zrozumieniu mechanizmu działania).

Druga rzecz jaka mi się marzy to mieszadło magnetyczne. Oczyma wyobraźni widzę jak szybko i bez bałaganu robiłoby się szampony, gdyby wszystko samo się mieszało. W raz z koleżanką myślałyśmy, że takie mieszadło to koszt około 100zł.  Przecież wszystko wygląda na takie nieskomplikowane..  O, naiwności! Prowadząca laboratorium  szybko wyprowadziła nas z błędu. :D Dodatkowo, trzeba wziąć jeszcze pod uwagę to, że zrobienie 100ml szamponu nie jest aż tak czasochłonne, problem pojawia się gdy robi się litr, a tu już nie pomogłoby małe mieszadełko. Są tez takie z funkcją grzania, nastałby koniec podgrzewania i rozpuszczania tłuszczy w kąpieli wodnej ;>.

No cóż, w domowym zaciszu zdecydowanie da się obejść bez takich wygód. Na szczęście! :)
A Wy o jakich nie do końca potrzebnych zakupach marzycie? :)
Facebook.

piątek, 24 stycznia 2014

Skóra pod oczami na celowniku.

Przyznaję się, dość długo zaniedbywałam pielęgnację skóry wokół oczu. Jakoś nigdy nie przywiązywałam wagi do tych okolic, przecież jestem młoda, krem pod oczy mi nie potrzebny blablabla ;). Od pewnego czasu jednak zauważyłam, że coś jest nie tak, skóra często była zaczerwieniona, napięta i sucha. Pewnego dnia otworzyłam lodówkę i ukręciłam sobie błyskawiczną emulsję pod oczy.

Dlaczego błyskawiczna? Użyłam emulgatora SLP, który nie wymaga podgrzewania. Już od dłuższego czasu leżał zapomniany gdzieś na półce, w tej recepturze sprawdził się idealnie.

Skład:
Faza olejowa:
Olej z pestek śliwki -30%
Olej z pestek granatu-10%
SLP-2,5%
Witamina E-1%

Faza wodna :
Kofeina -1%
Kwas hialuronowy 1%- 10%
Woda- 45,5%
Kilka kropel FEOG-konserwant.

Kofeinę dodałam w celu zredukowania "worów", które pojawiały się, gdy nie mogłam się porządnie wyspać. Ma właściwości drenujące, zmniejsza obrzęki i nadaje się nawet do skóry wrażliwej. Oleje z pestek granatu i z pestek śliwki  mają oczywiście właściwości natłuszczające, nawilżające. Olej z pestek granatu, dodatkowo jest bardzo dobrym antyoksydantem. Olej z pestek śliwki pięknie pachnie! Witamina E- zmiatacz wolnych rodników (antyoksydant). Kwas hialuronowy- nawilżacz.

Wykonanie:
Rozpuściłam kofeinę w  wodzie, dodałam kwas hialuronowy. W osobnym naczynku wymieszałam oleje ,witaminę E oraz SLP. Fazę wodną przelałam do fazy olejowej, wstrząsnęłam kilkukrotnie i wszystko idealnie się zemulgowało.
Na koniec ustaliłam pH w okolicach 5,5-6.
Nie polecam robienia dużych porcji, ja zrobiłam 15g i używam już około 1,5 miesiąca i mam jeszcze 3/4 opakowania.


Ze względu na dużą zawartość olei produkt pozostawia bardzo przyjemny film na skórze, co w przypadku okolic oczu  uważam za zaletę, a nie wadę. Skóra rano jest wypoczęta, a po kilku dniach zauważyłam, że faktycznie kofeina działa- obrzęki pod oczami są mniejsze i już nie muszę rano wspomagać się kompresami z herbaty. Udaje mi się również zaczerwienień w tych okolicach. Ze względu na film jaki pozostawia, gdy wokół mróz i wiatr, lubię zaaplikować sobie rano pod oczy porządna dawkę. Nie wpływa na trwałość makijażu, a skóra jest bardziej chroniona przed niezbyt korzystnymi dla niej czynnikami atmosferycznymi.
Mazidło jest dosyć gęste, nie spływa z dłoni. Nie rozwarstwia się. Swoje trzymam w lodówce, bo lubię na twarz kłaść takie chłodne produkty ;).


A jak Wy dbacie o swoją skórę pod oczami?:)
Facebook

piątek, 17 stycznia 2014

Alternatywa dla gąbki Beauty Blender?

Pewnie nie jestem jedyną kobietą, która wzdycha czasem do słynnego różowego jajka. Tyle zachwytów, tyle ochów i achów naczytałam się na jego temat, że okresowo wracała do mnie myśl "muszę mieć to cudo". Entuzjazm opadał, gdy dodawałam  je do  koszyka i widziałam sumę do zapłaty ;).  Tyle pieniędzy za kawałek gąbki do podkładu (około 80zł)?

Przy okazji poszukiwania prezentu dla przyjaciółki natrafiłam na recenzję gąbki do nakładania makijażu marki Real Techniques. Po wklepaniu nazwy w youtube znalazłam kilka pozytywnych recenzji, także porównawczych z BB. Zrobiłam więc szybki reserach na allegro i znalazłam je w cenie około 50 zł. Potem przeszukałam jeszcze ebay, a  ostatecznie zakupiłam dwie sztuki w sklepie iherb za około 18zł/szt. (Używając kodu, który zrabatował 5$)
Do tej pory nakładałam podkład palcami. Nigdy nie polubiłam się z pędzlami przeznaczonymi do tego celu, standardowe gąbeczki też nie bardzo przypadły mi do gustu. Po pierwszym użyciu tej gąbki wiedziałam, że już nie wrócę do nakładania podkładu palcami. ;)

Przed użyciem zwilżam ją wodą, aby była mniej podkładożerna. Gąbeczka zwiększa wtedy swoją objętość.Produkt ma bardzo ciekawą fakturę. Sucha jest nieco szorstka, a zwilżona bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Nieco pluszowa ;), nie ma szans, żeby podrażniła nawet najbardziej wrażliwą skórę. Po zwilżeniu pory gąbki są bardziej widoczne, jej struktura staje się mniej zbita.






Za co lubię tę gąbkę?
Podkład nakłada  się równomiernie, bez żadnych smug, łatwiej uzyskać mocniejsze krycie. Mam wrażenie, ze makijaż bardziej wżera  się w skórę, wygląda bardziej naturalnie. Bardzo pomocna jest, gdy mocno łuszczę się po Atredermie, jakby przyciska skórki do twarzy i stają się mniej widoczne. Wąskim końcem doskonale nakłada się korektor  pod oczy. Zawsze miałam problem, jak go nałożyć palcami, żeby nie naciągać dodatkowo skóry pod oczami i nie podkreślać suchych skórek, wgłębień.  Próbowałam nakładać nią minerały, ale jednak do tego nie nadaje się. Za to polubiłam nakładanie nią skrobi, którą matuję twarz. Często zdarzało mi się z nią przesadzić i była bardzo widoczna. Teraz, gdy aplikuję ja wilgotną gąbeczką (płaską częścią) takie wpadki już mi się nie zdarzają.

Jednak najbardziej zachwycił mnie fakt, że każdy produkt aplikowany w ten sposób trzyma się na mojej twarzy zdecydowanie dłużej niż nałożony palcami.

Gąbka oczywiście nie zostawia swojego pomarańczowego koloru na skórze, nie zauważyłam, żeby się odbarwiała podczas prania.
Resztek makijażu pozbywam się mydłem Aleppo. Wiadomo, jeśli używamy ciężkich, mocno kryjących podkładów gąbka szybko przestanie wyglądać jak nowa. Ja moją pobrudziłam pisakiem (skąd miałam czerwony pisak w pudełku z kosmetykami? O.o) i delikatnie uszkodziłam paznokciem, jednak nie przeszkadza to w jej  używaniu. Pisak niestety, pomimo szorowania trzyma się mocno i nie chce odpuścić.
Bardzo jestem ciekawa, jak długo wytrzyma moja gąbka, ale już wiem, że przy następnym zamówieniu zakupię dla siebie od razu dwie, na zapas. Przyjaciółka z prezentu również jest bardzo zadowolona ;).
Tutaj możecie obejrzeć film instruktażowy.
A Wy czym nakładacie podkład? Lubicie testować nowe akcesoria?:) Mnie nie kusi już przetestowanie Beauty Blendera, ta gąbka spełnia moje wymagania w 100%. :)

Facebook :)
Podaję Wam mój kod rabatowy do sklepu iherb: JZW973.

czwartek, 9 stycznia 2014

Aktualizacja włosowa

Na początku podzielę się radosna nowiną: moje włosy w końcu całkowicie przestały wypadać!  Nie przestawiłam się jeszcze na pielęgnację zimową, zimy za oknem nie widać. ;) Szczerze mówiąc, niespecjalnie za nią tęsknię, choć wolałabym, żeby zjawiła się teraz, nie w marcu. W bezwietrzne dni  temperatura jest idealna do biegania. :)

Mycie:
*Szampon samoróbka z proteinami jedwabiu i aloesem,
*Catzy, szampon przeciwłupieżowy
*Suchy szampon Isana

Odżywki:
*FENOMENALNA  odżywka Natura Siberica, "Objętość i pielęgnacja"
*Planeta Organica, balsam wzmacniający z minerałami z Morza Martwego
*Planeta Organica, Tybetański ziołowy balsam do włosów "Objętość i siła"

Wcierki:

*Samoróbka z niacynamidem i kofeiną
*Loton, Provit, Elixir ziołowy
Na początku grudnia zauważyłam, ze wypadanie się bardzo zmniejszyło i rozleniwiłam się w kwestii wcierania. 

Oleje, nie częściej niż dwa razy w tygodniu:
*arganowy, makadamia, Sesa, kokosowy.


Maski:
* Bingo SPA, maska do włosów z masłem Shea 
*Pervoje Reshenie, Przepisy Babci Agafii, Maska do włosów drożdżowa na pobudzenie wzrostu

Wcierki:
*olejek Sesa

Końcówki:
*Jedwab Biovax

Suplementacja:
*1/4  kostki drożdży dziennie

Jako, że mam sporo mocznika, którego termin ważności dobiega końca robię sobie płukanki z jego udziałem. Dodatek tego składnika do ostatniego płukania bardzo przyjemnie nabłyszcza włosy. Jeśli nie macie co zrobić z mocznikiem, polecam taki sposób na jego wykorzystanie. :)

Udało mi się zmniejszyć  częstotliwość mycia włosów. Nie pytajcie jak to zrobiłam, bo nie mam pojęcia ;). Staram się teraz myć je co dwa dni (o ile nie miałam akurat  intensywnego treningu, po którym nie sposób nie myć włosów). Co prawda, pod koniec drugiego dnia włosy nie wyglądają już bardzo zachwycająco, ale wtedy do akcji wkracza suchy szampon oraz związuje je w kitkę. Woda w moim mieście jest okropna, a mój skalp zdecydowanie zbyt wrażliwy, żeby go dzień w dzień katować myciem. Miałam nawet pomysł używania do mycia głowy wody filtrowanej przez dzbanek, ale.. jestem na to zdecydowanie zbyt leniwa. 

Jestem zadowolona z aktualnego stanu moich włosów. Zwolniło się ich tempo przyrostu, ale przynajmniej nie muszę tak często podcinać grzywki. W najlepszym ich okresie wzrostu cięłam ją raz w tygodniu, teraz mogę to robić raz na dwa tygodnie. Nie zauważyłam rozdwojonych końcówek, mniej się przetłuszczają, oby tak dalej!
Po wzmacniającym balsamie PO. Duży błysk, kosztem utraty objętości.

Po mojej ulubionej odzywce NS.


Facebook, zapraszam. :)

sobota, 4 stycznia 2014

Kupuję kosmetyki z apteki, bo tylko takie są skuteczne!

Ile razy słyszałyście takie zdanie?
Cóż, ja wiele razy, zdecydowanie zbyt wiele.
Takie kosmetyki są bardziej skuteczne, wyprodukowane w lepszych warunkach i w ogóle w aptece to same perełki kosmetyczne, a w drogeriach to zgnilizna i ubóstwo. ;) 
Za każdym razem gdy to słyszę myślę sobie: "o, naiwności!".

Nie chcę tu rzucać nazwami, nie chciałabym płacić firmom odszkodowania za jakieś zniesławienie, czy coś podobnego. :)

Przykładowo, miałam okazję w tym roku testować filtrem z filtrem przeciwsłonecznym, którego producent zapewnia, że nadaje się również dla skóry wrażliwej, jednej z firm typowo aptecznych. Cena oczywiście nie należała do najniższych. ;) Kosmetyk ten, na 4 miejscu w składzie miał alkohol denaturowy... O ile nie uważam tego alkoholu za składnik, który każdemu zaszkodzi, to jednak cery wrażliwe i naczynkowe raczej średnio się z nim polubią. Na mojej skórze, która szczególnie wrażliwa nie jest wystąpiło paskudne zaczerwienienie i pieczenie, nie wytrzymałam z  nim nawet kilku minut i szybko zmyłam. Poszukiwania kremu nawilżającego też mogą zakończyć się zdziwieniem, gdy patrząc na produkt kosztujący około 80zł/50ml znajdziemy tam przede wszystkim glicerynę, alkohol denaturowy, silikony, a gdzieś na końcu składu, przed konserwantami masło shea.  Dalej, szampony dla wrażliwej skóry głowy naładowane kilkoma silnymi detergentami... Żele do mycia ciała, w których składzie nie znajdziemy żadnych szczególnie godnych składników, a kosztują krocie. Przykłady można mnożyć i mnożyć.

Oczywiście, moim celem nie jest stwierdzenie, że każdy kosmetyk apteczny jest zły. I w aptece i w drogerii można znaleźć perełki i buble. Po prostu, starajmy się kupować z głową!

Zawiodłyście się kiedyś na niezawodnych kosmetycznych cudach z apteki? :)

Zdecydowałam się założyć Fanpage mojego bloga na Facebooku. Zapraszam do polubienia! KLIK!

środa, 25 grudnia 2013

Balsam idealny ? ;)

Czas jesienno-zimowy pewnie większości z nas kojarzy się z okresem wiecznego przesuszenia skóry. Mi udało się zapanować nad tym zjawiskiem :).
Pomogło mi w tym mleczko do ciała do wyjątkowo suchej i napiętej skóry z mocznikiem 10%, Isana Med, Urea +.


Chyba powinnam poprosić Gwiazdora o nowy aparat fotograficzny ;).


Skład:  Aqua, Urea, Caprylic/Capric Trygliceride, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Polyglyceryl-4Diisostearate/Polyhydroxystearate/Sebacate, Phenoxyethanol, Magnesium Sulfate, Squalane, Panthenol, Sodium Lactate, Hydrogenated Castor Oil, Tocopherol, Ethylhexylglycerin, Cera Alba, Bisabolol, Piroctone Olamine, Diethylhexyl Sodium Sulfosuccinate, Lactic Acid, Titanium Dioxide, Anthemis Nobilis Flower Oil, Propylene Glycol, Silver Chloride.
Racja, jego skład nie jest przeładowany ekstraktami. ;) Mamy za to wysoką zawartość mocznika (10%), emolienty i glicerynę na początku składu.  W dalszej części składu można wyczytać skwalan, czy pantenol, a nawet  olejek z rumianku, ale biorąc pod uwagę fakt, że maksymalne stężenie fenoksyetanolu w gotowym kosmetyku to 1%, to...  to nie wiem po co w ogóle te składniki były dodawane ;).



Więc za co tak bardzo polubiłam ten balsam? Otóż żaden inny balsam nie zostawiał mojej skóry tak bardzo nawilżonej i delikatnie natłuszczonej jak ten. Ciało jest  po nim miękkie jak u małego dziecka. Błyskawicznie koi skórę po depilacji/gojeniu. Znikają zaczerwienienia, czy krostki. Systematyczne używanie go wpływa na zmniejszenie problemu z wrastającymi włosami. Balsam naprawdę mocno nawilża- gdy użyję go rano, to nawet po wieczornej kąpieli nie mam suchej i ściągniętej skóry. Świetnie nadaje się również na stopy, nawet te bardzo suche. :) Stosując go mam wrażenie, jakbym otulała skórę miękkim, puchowym kocem. :) Opakowanie może nie jest szczególnie udane pod względem funkcjonalności, ale za tę cenę nie ma co narzekać. Zawsze można spróbować dopasować sobie pompkę z innego kosmetyku. Jest bardzo wydajny.
Raz, z braku laku, nałożyłam go na moją baaardzo wysuszoną buzię. Jednorazowo nie zaszkodził, ale jestem niemal stuprocentowo pewna, że dłuższe użycie skończyłoby się potwornym zapchaniem cery.

Cena: 8,99zł/250ml

Polecam!

Życzę Wam wszystkim pogodnych i radosnych Świąt. :)

środa, 11 grudnia 2013

List do Mikołaja :)

W zeszłym roku moje Mikołaje zajrzały na bloga i sporą część prezentów opisanych tutaj znalazłam pod choinką. Może w tym roku taka pomoc Mikołajom również się przyda?:)
1. Legginsy do biegania
Przydałyby mi się jakieś termoaktywne legginsy, które umożliwiłyby bieganie  w chłodniejszych temperaturach.
2. Podgrzewacz wosku do depilacji o dużej mocy+ woski.

3.Blender z rozdrabniaczem. Żeby robić przepyszną zupę krem z cebuli!
4. Zapachy


5. Serum zwężające pory Natura Siberica

6. Ciepły, dłuższy sweter. Przyda się podczas mroźnych wykładów na moim wydziale ;)


7. Zupełne chciejstwo. Zobaczyłam ją i przepadłam. Sukienka z najnowszej kolekcji Reserved. Chcę ją w mojej szafie. Chcę i już.
8. Bon na zakupy w ZSK. Półproduktów nigdy za mało. :D
9. Woski Yankee Candle :) Jakiś o zapachu pierników?
10. Różne rodzaje zielonej i czerwonej herbaty, koniecznie liściastej. Nie pogardzę też Yerbą :)
11. Szminka Sleek z kolekcji Cranberry. Miałam ją kiedyś kliknąć, nie kliknęłam. Teraz jest juz chyba nie do zdobycia, ale nadal mi się marzy..


A jak wyglądają Wasze listy prezentowe? :)  Na mojej liście była jeszcze książka "Surowce kosmetyczne" S. Jurkowskiej- to marzenie już się spełniło. :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...